Polska w budowie, a rodzinna firma w żałobie
2012-02-02 19:49
Ponad 6 lat walczył z urzędnikami o uratowanie biznesu. Ich wyrok przypłacił życiem. Zakład ledwie dyszy
W najbliższą niedzielę w Telewizji Polsat kolejny odcinek programu „Państwo w państwie”, powstającego przy współpracy z „Pulsem Biznesu”. Przedstawimy dramatyczną sytuację rodzinnej firmy wulkanizacyjnej, której działalność przekreśliła budowa ekspresowej drogi S8, powstającej w miejsce tzw. gierkówki. Batalia o ocalenie zakładu nie powiodła się z powodu bezduszności urzędników, którzy zamknęli bezpośredni wjazd z trasy Warszawa — Katowice na teren serwisu opon dla ciężarówek. Wywłaszczenie wjazdu to wyrok na firmę. Tragizm sytuacji potęguje śmierć właściciela przedsiębiorstwa.
— Mój mąż jest pierwszą ofiarą programu budowy dróg krajowych i autostrad. Tak bardzo przeżył wiadomość o wywłaszczeniu wjazdu na teren naszej firmy, że dostał udaru mózgu i wylewu. Trzy dni później zmarł. Nasze życie to jeden wielki ból, rozpacz i żal do urzędników — mówi Halina Adamowska.
Głową w mur
Polacy chcą i mają prawo jeździć po dobrych i bezpiecznych szosach. Niestety budowa dróg i autostrad idzie jak krew z nosa. Urzędnicy dwoją się więc i troją, by politycy mogli z pompą przecinać wstęgi na każdym kawałku gotowej drogi. Niestety nadganianie zapóźnień odbywa się często kosztem firm, zlokalizowanych w miejscu budowanej trasy. Ofiarą takiej sytuacji padła firma Trans Gum, założona przez Czesława i Halinę Adamowskich w Kolonii Zawadzie, przy zjeździe z „gierkówki” do Tomaszowa Mazowieckiego.
— Od 30 lat mieszkamy w tym miejscu. W 1990 r. przy domu mąż zbudował zakład zajmujący się serwisem opon. Wjazd był dogodny dla kierowców, bo od razu z trasy. Ciężko pracowaliśmy. Pomagali nam także dwaj synowie. Firma cieszyła się dobrą opinią i stała się najbardziej popularnym zakładem wulkanizacyjnym na trasie Warszawa — Katowice.
Nastawiliśmy się na obsługę samochodów ciężarowych, głównie TIR. Interes szedł bardzo dobrze. Z serwisu opon utrzymywała się cała rodzina — opowiada Halina Adamowska.
W 2005 r. gotowe są pierwsze plany budowy S8, ekspresowej drogi łączącej Wrocław z Białymstokiem. Przebudowany ma być też odcinek przy posesji Adamowskich. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) przedstawia plany. Adamowscy protestują, bo znacznie utrudniony ma być wjazd do ich firmy. Odwołują się do sądu. W 2007 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie nakazuje GDDKiA zapewnić Trans Gumowi dogodny wjazd z trasy do zakładu. Nic z tego. W 2008 r. zapada nowa decyzja lokalizacyjna. Wjazd do zakładu urzędnicy blokują metalowymi słupkami. W 2009 r. Adamowscy przeczuwają utratę „przelotowej” klienteli, czyli głównego źródła zarobku. Składają do łódzkiego oddziału GDDKiA wniosek o wykup całej ich nieruchomości (2,2 tys. mkw.). Dyrekcja dróg nie zamierza na to przystać. Proponuje 7 tys. zł odszkodowania tylko za wywłaszczenie kawałka działki, stanowiącego wjazd do firmy. Właściciele odrzucają ochłap. Kolejna propozycja — 10,7 tys. zł.
— Nie mogliśmy się zgodzić na takie traktowanie. GDDKiA powinna w takim razie wywłaszczyć całą naszą nieruchomość. Przynajmniej coś byśmy z tego mieli. A tak odcięto nam wjazd i pozbawiono źródła utrzymania — skarży się pani Halina. GDDKiA wymyśla długi i skomplikowany objazd.
— Aby do nas wjechać, klienci musieliby minąć zakład, jechać kilkaset metrów wiaduktem nad S8 do ronda o pięciu rozjazdach, odnaleźć właściwy i około 1 km kluczyć polną drogą. Przejezdnym bardzo trudno byłoby trafić. Ponadto pojazdy ciężarowe nie miałyby możliwości manewrowania z braku miejsca — mówi pani Halina.
W grudniu 2009 r. wojewoda łódzki nadaje rygor natychmiastowej wykonalności decyzji o wywłaszczeniu wjazdu do Trans Gum (173 mkw. — 8 proc. powierzchni całej nieruchomości). Cezary Grabarczyk, minister infrastruktury, utrzymuje decyzję wojewody. Nic nie daje także skarga do WSA.
— Zderzyliśmy się z urzędniczym murem. Nie pomogły pisma do wojewody, ministra, premiera i prezydenta. Główny inspektor nadzoru budowlanego utrzymał w mocy decyzję wojewody o budowie S8. Tym samym definitywnie utraciliśmy wjazd do firmy. Kolejne odwołanie do sądu też nic nie dało. Straciliśmy 80 proc. klientów, a nasza firma — sens istnienia. Ledwo wystarcza nam na życie — mówi Halina Adamowska. 21 czerwca 2011 r. listonosz dostarcza Adamowskim pismo z Sądu Rejonowego w Tomaszowie — wypis z księgi wieczystej ich nieruchomości. Nie ma na niej już części wjazdowej do serwisu.
— Dzień później listonosz przyniósł przekaz pocztowy z GDDKiA na kwotę 20,7 tys. zł. Mąż nie przyjął tej jałmużny. Załamał się całkowicie. Zasłabł. W szpitalu stwierdzono udar i wylew. Zmarł — mówi Halina Adamowska.
Urzędnicy bez winy
Łódzka GDDKiA nie ma sobie nic do zarzucenia.
— Tak jak mogliśmy, ułatwialiśmy życie państwu Adamowskim i staraliśmy się wprowadzić rozwiązania, które umożliwiają bezpieczny dojazd do ich nieruchomości — twierdzi Maciej Zalewski, specjalista ds. komunikacji społecznej GDDKiA w Łodzi. Zdaniem drogowego urzędu, nie ma też powodów do obaw o los firmy Trans Gum.
— Obecnie nie można stwierdzić, że firma będzie funkcjonowała gorzej. Będzie możnado niej dojechać z Warszawy, Wrocławia i Kolonii Zawady — nieco dalej, ale wygodniej i bezpieczniej — dodaje Maciej Zalewski. GDDKiA nie czuje się zobowiązana do wykupu całej posesji.
— Obowiązek wykupu całej nieruchomości zachodziłby, gdyby nie można było jej użytkować tak jak dotychczas. Tu nie mamy do czynienia z taką sytuacją — stwierdza rzecznik łódzkiej GDDKiA.
2 Komentarze
Wiadomości dnia na Państwo w państwie
Historie "PwP"
- Niepokonany prawomocnie uniewinniony
- Łatwo oskarżyć o morderstwo
- 17 mln zł za trzy lata aresztu
- „Jezus” natchnął prokuratora, proces trwa 5 lat
- Fałszywe kredyty niszczą rolnika, prokurator milczy
- W sprawie Kulaka odbijają się problemy całej branży sprzedawców paliw
- Kulak na minie
- Prokurator, wypadek oraz kumoterstwo w Temidzie
- Polsko-czeski spór o zawartość cygar w cygarach
- Gangster wsadził za kraty szefa urzędu skarbowego
- Bezduszność urzędników doprowadziła do tragedii
- Urzędnicze błędy zniszczyły polskiego eksportera herbaty
- Optimus bis, czyli jak fiskus utopił zdrową firmę
- Deweloperzy budują w Gdyni zamki na piasku
- Gang babć ośmieszył prokuratorów
- Biznesmen za niewinność odsiedział 1,5 roku
- Sąd sądem, a urząd skarbowy dalej niszczy firmę
- Urzędnicy zamknęli firmę… faksem
- Optimus miał szansę być globalnym mocarzem
- Biuro Big Blue zatonęło na VAT
- Symultanka już nie tłumaczy
- Gangster pogrążył biznesmena
- Wąż z pistoletem zabija firmy
- Urzędnik i prokurator dopadli Polmozbyt
- Historia Brody w starym spichlerzu
- Wiceprezes Pepeesu stracił zdrowie w areszcie
- Kubala, prokurator, rower

kup licencję
drukuj z Kyocerą












kraków 2012-02-03
ten cykl mógłby być najdłuższym serialem. takich przypadków w Polsce nie brakuje. A urzędniczy mechanizm opisany tutaj to wizytówka Platformy Obywatelskiej. Człowiek = Ryba.
Edward Tomaszewski 2012-02-03
Bo urzędnik jest po to by urządzić siebie lub kogoś